Prezydencki męski zwis

Posted by user | Posted in Z przymrużeniem oka | Posted on 04-10-2011-05-2008

0

Diabeł tkwi w szczegółach. Niby nie liczy się wygląd, a raczej to co się ma w głowie, ale… nie zawsze. Przy tak wysokim stanowisku jak prezydent kraju wygląd ma znaczenie. W znakomitej większości urząd ten piastują mężczyźni a krawat jest ich atrybutem.

Na początek weźmy pod lupę naszego rodzimego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Paski to jego ulubiony deseń, dlatego w takim właśnie krawacie można zobaczyć go na większości oficjalnych spotkań, chociaż dał się też „przyłapać” w krawacie w kropki oraz takim zupełnie gładkim. Zawsze wybiera stonowane kolory: granatowy, niebieski, bordowy, czarny. Należy jednak uczciwie przyznać, że od czasu, kiedy został głową państwa jego wizerunek znacznie się polepszył. Czyżby nad prezencją pracował jakiś specjalista od wizerunku?

Można odnieść wrażenie, że prezydent Komorowski wzoruje się na najbardziej znanym „mister prezidencie” na świecie, czyli Baracku Obamie. On także preferuje prążki, czasami kropki, a czasami gładkie. Jest bardziej odważny od Polaka. Często zakłada do białej koszuli krawat w kolorach dość intensywnej czerwieni w kolorze wina lub karminowe.

Trochę inny styl prezentuje najwyższy urzędnik Gruzji Michaił Saakaszwili. Nie stroni od dość odważnego różu, zarówno na krawacie, jak i na koszuli. Potrafi także dodać optymistyczny akcent do nudnego garnituru, czyli krawat w kolorze młodego groszku. Niestety, gruziński prezydent zaliczył antenową wpadkę, którą chętnie podchwyciły media. Saakaszwili przed kamerą „zjadł” własny krawat.

Podsumowanie – jak stworzyć dobry slogan polityczny?

Posted by user | Posted in Kampanie | Posted on 04-07-2011-05-2008

0

Jeśli przebrnęliście wraz ze mną przez slogany z amerykańskich kampanii prezydenckich, z pewnością macie już w głowie zarys tego,  co powinno zawierać dobre hasło. Steve Cone w swojej książce „Superslogany” idzie o krok dalej i podaje nam gotową recepturę na dobry slogan polityczny. Przytoczę, może któryś z naszych polityków czegoś się nauczy („Polska jest najważniejsza”, „Odwaga i wiarygodność”… proszę Was!).

Cztery kroki do stworzenia dobrego sloganu politycznego:

1. Stwórz całkiem nowe podejście do tego, co ma nastąpić lub wykaż jasno korzyści, jakie odniosą wyborcy.

2. Daj wyraz osobowości kandydata.

3. Stwórz slogan, który można śpiewać lub skandować, najlepiej do rytmu.

4. Wykorzystuj ten slogan wszędzie, gdzie się da, niech pojawia się we wszystkich mediach.

Powodzenia :) !

Rola sloganów w kampaniach prezydenckich (cz.3)

Posted by user | Posted in Kampanie | Posted on 01-07-2011-05-2008

0

Przyszła pora na kategorię (super)kiepskie slogany. Nie mogłam się zdecydować, które hasła ustawić na podium żenady, więc tym razem pozwoliłam sobie wybrać pięciu „zwycięzców”.  Niekiedy ciężko zrozumieć, co autor miał na myśli, a po przeczytaniu każdego z nich aż ciśnie się na usta : „nic dziwnego, że przegrał!”. Enjoy :)

1. Who is James Polk? („Kim jest James Polk?”) – Henry Clay, 1844 r.

Clay nie błysnął intelektem umieszczając nazwisko kontrkandydata w centrum własnej kampanii. To niesamowite, w jak łatwy sposób za pomocą zaledwie 4 słów strzelił sobie aż 2 samobóje: nie tylko upowszechnił nazwisko nieznanego w szerszych kręgach kandydata i narobił wokół niego szumu, ale sprawił także, że Polk dysponował dwoma hasłami: swoim własnym i sloganem konkurenta. Geniusz.

2. For President of the People („Prezydent dla ludzi”) – Zachary Taylor, 1948 r.

Slogan ten zawodzi na każdym polu. Nie tylko nic nie mówi o kandydacie i jego programie, ale niejako robi z wyborców idiotów. „Prezydent dla ludzi” – w przeciwieństwie do kogo? Prezydenta dla zwierząt hodowlanych?

3. In Your Heart You Know He’s Right („W głębi serca wiesz, że ma rację”) – Barry Goldwater, 1964 r.

Goldwater był ekstremistą i szczycił się swoimi poglądami. Zamierzał opuścić szeregi ONZ, zerwać wszelkie stosunki ze Związkiem Radzieckim i walczyć z komunizmem w Wietnamie. W jednym z przemówień przyznał, że pragnąłby „wrzucić jedną taką bombkę do męskiej toalety na Kremlu i sprawdzić, czy trafiła w cel”. Demokraci szybko podchwycili jego filozofię sprowadzającą się do czegoś w rodzaju „zbombardujmy ich jak tylko nadarzy się okazja” i wymyślili nieoficjalne hasło: „W głębi duszy wiesz, że brak mu piątej klepki”. Kontrkandydat Goldwatera wygrał miażdżącą przewagą 16 milionów głosów w wyborach powszechnych i ponad 450 głosów elektorskich. Ciekawe, dlaczego.

A teraz 2 superkiepskie slogany z czasów, które zapewne pamiętacie :

4. Compassionate Conservatism („Konserwatyzm współczujący”) – George W. Bush, 2000r.

Absurdalny komunikat, który sugeruje, że zwyczajni konserwatyści są pozbawieni współczucia dla innych. Dodatkową wadą jest zmuszanie wyborcy do szukania sensu w sloganie, w którym go po prostu nie ma. Strata czasu.

5. Yes, America Can! („Tak, Ameryka może!”) – George W. Bush oraz Let America Be America Again („Niech Ameryka stanie się znów Ameryką”) – John Kerry; oba z 2004r.

Jedna kampania, dwa slogany, trzy Ameryki i zerowy przekaz.

Rola sloganów w kampaniach prezydenckich (cz.2)

Posted by user | Posted in Kampanie | Posted on 29-06-2011-05-2008

0

Mówiliśmy już o supersloganach, idealizujących markę – w tym przypadku kandydata do prezydenckiego fotela. Poniżej 3 przykłady niezłych sloganów, których potencjał nie do końca wykorzystano.

1. Happy Days Are Here Again („Powróciły szczęśliwe dni”) – Franklin D. Roosevelt, 1932 r.

W 1932 r. Ameryka wciąż odczuwała skutki wielkiego kryzysu, który rozpoczął się krachem na giełdzie w 1929 r. Łatwo więc wydedukować, że Stany nie były wtedy krajem szczęśliwym. Hasło Roosevelta niosące w sobie obietnicę lepszych dni trafiło na podatny grunt. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez wyjątkowej osobowości FDR-a.  Unieruchomiony od pasa w dół, prowadził aktywną kampanię wyborczą i tryskał optymizmem. W opinii wielu historyków był on najlepszym mówcą ubiegającym się o prezydenturę. Pozostawił po sobie wiele supersloganów, znanych po dziś : ‘I pledge you, I pledge myself to a new deal for the Amierican people’ („Zobowiązuje was, zobowiązuje siebie do nowego ładu dla amerykańskiego narodu” ; nazwę „New Deal” jako określenie rodzaju polityki,zna każdy pilniejszy uczeń) czy ‘The only thing we have to fear is fear itself’ („Z wyjątkiem samego strachu nie mamy się czego bać”).

2. Four More Years of the Full Dinner Pail („Kolejne cztery tłuste lata”) – William McKinley, 1900 r.

W 1900 r. McKinley starał się o reelekcję. Postawienie na nogi amerykańskiej gospodarki i wypracowanie potęgi USA na arenie międzynarodowej stanowiły świetną podstawę do ponownego głosowania na tego kandydata.

3. A Time for Greatness („Czas na wielkość”) – John Kennedy, 1960 r.

Chwytliwe hasło, jednakże zawierające wielokrotnie nadużywane słowo „wielkość”. Czy istnieją czasy, w których nie ma na nią zapotrzebowania ? Kennedy jako polityk obdarzony darem przemawiania, mógł stworzyć slogan, który mówiłby wyborcom coś więcej.

Rola sloganów w kampaniach prezydenckich (cz.1)

Posted by user | Posted in Kampanie | Posted on 28-06-2011-05-2008

0

Abstrahując trochę od naszej poczciwej, polskiej sceny politycznej, zastanówmy się nad koncepcją polityka jako produktu do sprzedania.  Tak samo jak przedsiębiorstwo, kandydat w wyborach musi w jakiś sposób podkreślić swoje atuty i wskazać, w czym jest lepszy od konkurencji. Wyraża to najczęściej w haśle, które później jego zwolennicy mogą wykrzykiwać na ulicy czy nieść na sztandarach. Dlaczego prezydentem zostaje kandydat z najlepszym sloganem wyborczym? Na pytanie to starał się odpowiedzieć Amerykanin Steve Cone w swojej książce pt. „Superslogany”. Stworzył on listę sloganów ponadprzeciętnych (posługujący się nimi kandydaci zawsze wygrywali wyścig do prezydenckiego fotela), dobrych i (super)kiepskich. W pierwszej odsłonie 3 subiektywnie wybrane przeze mnie superslogany wraz z krótkim komentarzem.

1.  It’s Morning Again in America („W Ameryce znów nastał poranek”) – Ronald Reagan, 1984 r.

Perfekcyjny slogan wiernie odzwierciedlający osobowość kandydata i jego najgłębsze przekonania – zdarzające się niezwykle rzadko połączenie osobowości z obietnicą. Reagan wygrał wybory miażdżącą przewagą głosów, a podczas jego prezydentury gospodarka amerykańska wyszła z zapaści.

2. A Chicken in Every Pot and a Car in Every Garage („Kurczak w każdym garnku, auto w każdym garażu”) – Herbert Hoover, 1928 r.

Pod koniec lat 20.  samochody w USA były tanie, a koniunktura dopisywała. Wybór tak prostego, chwytliwego i przemawiającego do mas sloganu był więc zgoła oczywistym wyborem. Hoover podkreślił w nim, że jego najważniejszym celem jest zapewnienie obywatelom dobrobytu. W zwycięstwie z pewnością pomógł mu też fakt, że jego przeciwnik – Alfred Smith, był pierwszym katolikiem ubiegającym się o prezydenturę -wielu Amerykanów utożsamiało więc jego wybór z poparciem dla papieża.

3. I’m Just Wild About Harry („Szaleję za Harrym”) – Harry S. Truman, 1948 r.

Świetny przykład przekształcenia swoich wad w zalety za pomocą autoironii. W 1948 r. Truman walczył nie tylko ze swoim kontrkandydatem Thomasem Deweyem, ale także z wizerunkiem swojego wielkiego poprzednika – Franklina D. Roosevelta, który był politykiem błyskotliwym, dowcipnym, pewnym siebie i wytwornym. Przyszły prezydent nie miał żadnej z tych cech, a w nim samym nie było ani krzty „szaleństwa”. Sztab wyborczy odwalił więc kawał dobrej roboty wybierając slogan, który zmienił jego nudnawy i bezbarwny wizerunek łagodnego baranka (jak się później okazało, całkowicie mylny – nawet przeciwnicy takiej metody rozwiązywania konfliktów jak zrzucanie bomb atomowych muszą przyznać, że do podjęcia takiej decyzji trzeba mieć jaja).